- Wiedza
- Wiersz księżycowy
- Wiosna
- Wiśnia
- Wracam, wracam po długiej rozłące -
- Wracam, Wracam Po Długiej Rozłące...
- Wyruszyła dusza w drogę...
- Wyszło Z Boru Ślepawe, Zjesieniałe Zmrocze...
- Wyznanie
- Wyznanie spóźnione
- Z Dłońmi Tak Splecionymi, Jakbyś Klęcząc Spała
- Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
- Z lat dziecięcych
- Zaklęcie
- Zaloty
- Zapłoniona czereśnia...
- Zapomnienie
- Zazdrość Moja Bezsilnie Po Łożu Się Miota
- Zazdrość moja bezsilnie po morzu się miota:
- Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi....
- Zbladła twarz Don Żuana, gdy w ulicznym mroku...
- Zielona Godzina
- Zielony dzban
- Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
- Zmienionaż Po Rozłące?...
- Zmierzch
- Zmierzch bezpowrotny
- Zmory Wiosenne
- Znikomek
- Zwiewność
- Zwoływali się surmą...
Żołnierz
Wyruszyła dusza w drogę... Dzwonią w dzwony.
"Gdzie są teraz moje sady? Gdzie moje schrony?
Zawołały wszystkie lasy, pełne motyli:
"Spocznij, duszo, w naszym cieniu - nie zwlekaj chwili!"
"Jakże mogę w waszym cieniu spocząć niezwłocznie,
Kiedy sama jestem cieniem, gdzie nikt nie spocznie!"
Zawołała wonna łąka, zalśniona rosą:
"Koś mnie sobie na użytek złocistą kosą!"
"Jakże mogę ciebie kosić, łąko zielona -
Kiedy sama kosą śmierci jestem skoszona!"
I zawołał Bóg zjawiony: "Miłuj mnie w niebie
Gdzie radością niecierpliwy czekam na ciebie!"
"Jakże mogę cię miłować w szczęścia pobliżu,
Gdym smutnego pokochała niegdyś na krzyżu?"
Pozbawiłem ciebie świata i sosen z boru,
Byś nie miała, oprócz Boga, nic do wyboru!"
"Zagnałeś mnie z krasnych maków w ciemność mogiły, -
Gdzieżeś ukrył owe miecze, co mnie zabiły?"
"Nie ukryłem owych mieczy, mam je przy boku,
Jeno zechciej - nieszczęśliwa - spocząć w obłoku!"
"Jakże spocznę w twym obłoku - z ziemia w rozłące,
Kiedym lasom odmówiła i mojej łące!"
"Otrzyj oczy zapłakane szat moich bielą,
A rozkażę mym aniołom - niech cię weselą!"
"Jakże mogę się weselić z tobą w przestworze,
Kiedy śmierci twej pożądam - Boże, mój Boże!"
I zamilkli i patrzyli nawzajem w oczy -
A ponad nim i ponad nią wieczność się toczy.
- Wiedza
- Wiersz księżycowy
- Wiosna
- Wiśnia
- Wracam, wracam po długiej rozłące -
- Wracam, Wracam Po Długiej Rozłące...
Wyruszyła dusza w drogę...
- Wyszło Z Boru Ślepawe, Zjesieniałe Zmrocze...
- Wyznanie
- Wyznanie spóźnione
- Z Dłońmi Tak Splecionymi, Jakbyś Klęcząc Spała
- Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
- Z lat dziecięcych
- Zaklęcie
- Zaloty
- Zapłoniona czereśnia...
- Zapomnienie
- Zazdrość Moja Bezsilnie Po Łożu Się Miota
- Zazdrość moja bezsilnie po morzu się miota:
- Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi....
- Zbladła twarz Don Żuana, gdy w ulicznym mroku...
- Zielona Godzina
- Zielony dzban
- Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
- Zmienionaż Po Rozłące?...
- Zmierzch
- Zmierzch bezpowrotny
- Zmory Wiosenne
- Znikomek
- Zwiewność
- Zwoływali się surmą...
- Żołnierz
Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy,
Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy.
Kula go tak schłostała po nogach i bokach,
Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach.
Stał się smutku wesołkiem, skoczkiem swej niedoli,
Śmieszył ludzi tym bólem, co tak skacząc, boli.
Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem
I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem.
Zwlókł się do swej chałupy : "Idź precz popod płoty,
Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty!"
Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił,
Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił.
Podreptał do kochanki, a ta się zaśmiała
Ramionami, biodrami, wszystką mocą ciała!
"Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci?
Ciała ledwo ćwierć miary, a skoków - trzy ćwierci!
Ani myślę ci dotrwać w takim niedopląsie!
Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie!
Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj!
Idźże sobie gdziekolwiek i nie klnij i nie łaj!"
Więc poszedł do figury, co stała przy drodze:
"Chryste, na wskroś sosnowy, a zamyśl się srodze!
Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna,
Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna.
Masz kalekie kolana i kalekie nogi,
Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi?
Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków,
Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków."
Chrystus, słysząc te słowa, zsunął się na ziemię,
Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię!
Obie ręce miał lewe, obie nogi - prawe,
Sosnowymi stopami podziurawił trawę.
"Marna ze mnie sośnina, lecz piechur nie marny,
Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny.
Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga,
Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga.
Podzielimy się męką - podzielnać jest męka! -
Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka.
Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha,
Kto się pierwszy - zaśmieje - ten pierwszy pokocha.
Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną;
A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino!"
I wzięli się za ręce i poszli niezwłocznie,
Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.
I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile,
Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?
Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,
I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie.
I nastała wichura i ciemność bez końca
I straszna nieobecność wszelakiego słońca.
Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję
Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?
To dwa boże kulawce, dwa rzewne cudaki
Kuleją byle jako w świat nie byle jaki!
Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie,
A obydwaj nawzajem zakochani w sobie.
Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden - za mało,
Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało?
Skakali jako trzeba i jako nie trzeba,
Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba!